Gdy dokładnie przed rokiem Król Kenny powrócił, by ratować upadające Czerwone Królestwo, los sprawił, że pierwszą bitwę pod jego panowaniem przyszło mu stoczyć w trzeciej rundzie Pucharu Anglii, ze swoim największym rywalem Manchesterem United i to na nieprzyjaznym gruncie Old Trafford. Potyczkę przegraliśmy, z małą pomocą pana Webba, ale atmosfera wśród Czerwonej Braci była o niebo lepsza niż jeszcze kilka dni wcześniej za rządów smutnego Roya.
Wkrótce po spotkaniu być może ktoś z internetowych szperaczy trafił na stronce devilpage.pl na tekst o niezwykłym tytule „Zaplute karły Liverpoolu”. Autor chyba wyraźnie miał pecha i urodził się nie w tych czasach i nie tym miejscu, co powinien, świetnie by się czuł żyjąc w latach trzydziestych w hitlerowskich Niemczech skrobiąc na chwałę Rzeszy swoje ociekające jadem i nienawiścią grafomańskie tekściki. Na szczęście komentarze pod artykułem świadczyły o tym, że wśród fanów United większość to rozsądni ludzie, dla których football to sport pełen emocji, gdzie jednak nawet największa rywalizacja nie może zamienić się w seans nienawiści a przeciwnikowi należny jest szacunek. Wypocin tego żałosnego faceta nie można już odnaleźć w sieci, serwis ostatecznie go usunął, choć wisiał tam przez długi czas, ale pewne fragmenty można odnaleźć pod tym linkiem, w bardzo sensownej zresztą wypowiedzi: http://blog.mufc.pl/artykuly/256/czy-takiej-wizytowki-zycza-sobie-kibice-mu/
Coś jednak jest na rzeczy – obsesja niektórych fanów Man Utd na punkcie Liverpoolu musi budzić zdziwienie.
Tak się złożyło, że przez krótki czas mieszkałem a ponad dwa lata pracowałem w mieście Manchester. W biurze do którego trafiłem za kolegów miałem zażartych fanów Czerwonych Diabłów, trzykrotnie również miałem okazję zawitać na Old Trafford.
Byłem blisko trzydzieści razy na Anfield, choć niestety nigdy nie na meczu przeciwko Man Utd, ale nie przypominam sobie aby kiedykolwiek po którymś ze spotkań tłum opuszczający stadion skandował hasła nurzające w błocie Manchester. Tymczasem chyba już po pierwszej wizycie na Old Trafford, gdy przeciwnikiem United było Reading, mogłem dowiedzieć się z setek gardeł diabelskich fanów, w grzecznym tłumaczeniu jak pełne nawozu jest miasto Liverpool. Zresztą wśród stadionowych fanów Man Utd tradycją stało się śpiewanie piosenek obrażających czy wyśmiewających LFC i można mieć czasami wrażenie, że bardziej zależy im właśnie na tym, zamiast na wspieraniu własnego klubu.
Anglia to kraj, gdzie o piłce się często rozmawia w pracy i bardzo rzadko zdarza się, żeby ktoś nie miał swojego ulubionego wyspiarskiego klubu. Moi „diabelscy” koledzy i koleżanki z pracy byli naprawdę miłymi osobami, ale czasami miałem wrażenie, że kiedy zaczynały się dyskusje dotyczące futbolu, ich obiektywizm i zdrowy rozsądek ulatniały się tak szybko jak silne nerwy Rooneya na murawie. My jesteśmy United i mamy najlepszy klub na świecie! Najlepszych graczy, najlepszy stadion, najlepszych kibiców! Po prostu United.
Jeden z moich kolegów z sąsiedniego biurka zaczął wysyłać mi szydercze smsy po kolejnych tradycyjnych remisach Czerwonych ze słabeuszami na Anfield. Zemściłem się raz, po pamiętnym 4-1 na Old Trafford sprzed 3 lat. Odpowiedź była szybka i zawierała tylko dwa angielskie słówka na „f” i „o”. Przed tym spotkaniem Wayne Rooney wypowiedział się na łamach lokalnej gazety, że „zawsze nienawidził Liverpoolu". To zrozumiałe, grał dla Evertonu, teraz dla Man Utd, ale czy słowo „nienawidzę” jest odpowiednie w ustach idola i ikony klubu, którego nazwisko noszą na koszulkach tysiące dzieciaków? Dzieciaków, które pewnie chłoną wszystko to co mówi. Wyobrażacie sobie Gerrarda jak w Liverpool Echo opowiada o swojej nienawiści do Man Utd (jestem pewien, że nie ma zresztą takich uczuć)? A pamiętacie sławetny rajd Garry'ego Neville'a, który po bramce dla United, przebiegł całe boisko na Old Trafford aby okazać swoją pogardę Scouserom?
Po jednym z meczów, na których byłem i gdzie wielkie United niespodziewanie „tylko” zremisowało w Pucharze Anglii z bodajże Portsmouth widziałem jedną zabawną scenkę – wśród tłumu podążającego ulicą prowadząca od stadionu w stronę centrum miasta, jeden sfrustrowany fan Diabłów nie mogąc pogodzić się, z faktem, że jego wielki team z boskim Ronaldo na czele nie poradził sobie z jakimiś słabeuszami, zaczepił idących obok w szalikach Portsmouth ojca z synem uświadamiając ich: „Byliście kiedyś na takim stadionie?? Widzieliście to?? To jest United !!” Trudno się potem dziwić, że skoro z taką pychą i wyższością patrzy się na otaczający to świat pojawiają się książki takie jak „Stand Up If You Hate Man Utd” autorstwa Simona Bullivant i Billa Matthews.
A skąd ta obsesja na punkcie Liverpoolu? Rywalizacja między miastami jest ogromna od lat i Scouserzy też potrafią okazywać swoją niechęć dla swoich sąsiadów z drugiej strony M62, ale mam silne przekonanie, oparte zresztą na podstawie wielu rozmów z miejscowymi, że nie bywa to posunięte do stopnia obsesji.
Czy to dlatego, żę The Reds byli wielcy w latach 70-tych i 80-tych podczas gdy Man Utd było tylko przeciętną drużyną, mogącą z zazdrością spoglądać jak sąsiedzi z Merseyside kolekcjonują trofea tak jakby zbierali grzyby po deszczu? Jednak role się odwróciły w latach 90-tych, gdy to Diabły zaczęły zdobywać tytuły a fani Liverpoolu pogrążali się w traumie po Heysel i Hillsborough i mogli tylko obserwować powolny upadek swojego klubu. A jednak obsesja kibiców z Old Trafford wciąż pozostała ta sama. Czy to fakt, że to z Liverpoolu pochodzą Beatlesi a oni mają tylko Oasis (Joy Division byli z Macclesfield)? Zły przykład zresztą, to przecież fani City! Czy dlatego, że tu jest tyle świetnej architektury z Trzema Gracjami na czele, wpisanymi na listę obiektów UNESCO i piękna panorama na rzekę Mersey a u nich jedynie kanały rzeki Medlock wśród ciasnej zabudowy i chaotyczne centrum miasta ? Że to Liverpool dostał miano stolicy europejskiej kultury w 2008 roku, podczas gdy oni mogli wywiesić jedynie flagę trawestująca tytuł „Liverpool – Capital of European Culture”, słowami „Manchester – Capital of Trophies”…
Zamiast brnąć dalej w te dywagacje wolę przypomnieć coś, co jest znacznie bardziej istotnego. Bill Shankly i Matt Busby to legendy trenerskie piłkarskiej Anglii. Jeden tworzył wielki Liverpool, drugi wielki Manchester United. Obydwoje darzyli się ogromnym szacunkiem i głośno o tym mówili. I to jest to, co jest w tej całej zabawie jest najważniejsze. Wolę zapamiętać wzruszającą karteczkę tonącą wśród morza kwiatów pod tablicą upamiętniająca ofiary Hillsborough w dniu 20 rocznicy tej tragedii. Były na niej słowa: „From real United fans”. Nawet jeśli moi manchesterscy kumple czasami tracili głowy, to potem przychodził moment, że można było z nimi sensownie i wesoło pogadać o futbolu. I to było wspaniałe. Jeśli nawet po tamtej stronie istnieje część fanów ogarniętych niezdrową obsesją, trzeba to po prostu ignorować i samemu nie wciągać się w chorobliwe frustracje. Śpiewki o Hillsborough i Monachium zawsze były dla mnie żałosnym bełkotem ludzi kompletnie nie zdających sobie sprawy z ogromu tych tragedii, a mówienie, że taka to już tradycja jest dla mnie głupie. Czytałem w jednej książce, że podczas starcia LFC – MUFC w 1985 roku, obrzucano się piłkami golfowymi nabijanymi gwoździami. Może to też miała być taka tradycja?
Jutro kolejna bitwa największych klubów Anglii. Incydent Suarez – Evra dodatkowo podgrzał i tak już jak zawsze zaognione emocje. Zawsze znajdą się idioci, którzy będą chcieli pokazać swoje „5 minut” i być może zepsuć świetną atmosferę kosztem ogromnej większości. Miejmy nadzieję, że nic takiego nie nastąpi i będziemy jedynie świadkami święta futbolu.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą pisać komentarze
Halderd; 28.01.2012; 03:31
no, no Perkoz... super !!!
Baca101; 27.01.2012; 21:22
Świetny tekst, otwiera oczy na sytuacje :) dzięki!
Filippo7; 27.01.2012; 20:38
Świetny artykuł , z lekkością się czyta , super!
Korsarz LFC; 27.01.2012; 19:14
Super artykuł fajnie się czytało.Oby więcej takich artykułów.
Karol; 27.01.2012; 18:07
Tak było, jest i będzie, że wśród fanów każdego klubu znajdą się ludzie i parapety. Szacuneczek za wypocinki ;)
Master; 27.01.2012; 17:48
GE-NIA-LNE! Tylko to ciśnie mi się na usta :) świetna robota, Mario, cieszę się, że do nas dołączyłeś, przy najbliższej okazji walimy pinta albo dwa :)
Co do tego tekstu o zaplutych karłach, już mi się zdarzyło też o tym w tamtym roku też pisać i zgadzam się z Tobą, że nie warto brnąć w takie dyskusje. Szkoda nerwów :)
Jcob; 27.01.2012; 17:44
Zaje** artykuł. Brawo autor!
Kuba; 27.01.2012; 17:36
Świetny tekst i poruszenie wielu ciekawostek! O kilku rzeczach nawet nie wiedziałem! :-) Great job liverpolish!



Liverpool w pierwszym przedsezonowym sparingu zmierzy się z kanadyjskim Toronto FC. Będzie to również spotkanie rozpoczynające tour The Reds po krajach Ameryki Północnej.

The Reds po wyrównanym spotkaniu przegrali na wyjeździe ze Swansea City 1-0. Był to ostatni mecz podopiecznych Dalglisha w sezonie 2011/12.





